SZCZUROŁAP

Podszedł do niego młody chłopak. Przez chwilę było mu go nawet żal, ale jeśli chodzi o własne życie nie zamierzał litować się nad nikim innym. Młodzik podszedł do niego z liną mając ochotę go związać. Zrobił jednak podstawowy błąd. Podszedł do niego od przodu, zasłaniając strzelcowi pole trafienia. Nie zastanawiał się ani chwili. Bez wahania użył swojej kuszy pistoletowej, a grot bełtu trafił młodzieńca bezpośrednio w brzuch. Nie pozwolił mu upaść. Złapał młodzieńca za ubranie i wykorzystał go jako tarczę. Napastnicy postanowili poświęcić swojego towarzysza. Padły kolejne strzały. Przed częścią udało mu się zasłonić używając ciała napastnika, część strzałów nie trafiła, oberwał jednak w ramię. Nie było jednak czasu na okazywanie słabości. Po ustaniu ostatniego strzału ruszył biegiem przed siebie. Znał ten teren jak własną kieszeń. Miał na taką okazję przygotowanych kilka niespodzianek.

Już kilka lat temu przygotował stary targ na taką ewentualność. Cały obszar usiany był pułapkami, które należało tylko aktywować. Tu wystarczyło pociągnąć za zwisający kawałek szmaty alby zawaliła się część ściany, tam pociągnąć za wystający ze ściany drąg, w jeszcze innym miejscu wystarczyło tylko skrzesać ogień. W normalnych okolicznościach całą tą ścieżkę potrafił przebiec z zamkniętymi oczami. Dziś jednak nie zamierzał się popisywać. Z uszkodzoną ręką byłoby zapewne trudniejsze. Teraz przede wszystkim liczyła się szybkość.

Ruszył. Miał do przebycia ledwie około 200 metrów do miejsca gdzie bezpiecznie mógłby dostać się na dach i ruszyć w stronę tawerny wyznawców Ranalda. Na jego drodze stało sześciu uzbrojonych przeciwników. Dwóch z nich stało bezpośrednio pod jedną z pułapek. To właśnie tam skierował swoje kroki. Uaktywnienie pułapki kosztowało go otrzymanie ciosu plecy. Na szczęście miał na sobie ćwiekowaną kurtę, która wyhamowała część impetu napastnika. Udało mu się jednak uaktywnić pułapkę dzięki czemu część budynku zawaliła się oddzielając go od napastników i zwalając ich z nóg. Jego przewagą był fakt, że napastnicy nie chcieli go zabić. Czuł ich obecność na plecach, ale żaden z nich nie próbował już do niego strzelać. Ich błąd.

Dopadł do ściany. Był w połowie drogi do bezpiecznego miejsca. Przeciwnicy dali mu chwilę na oddech. Chyba sądzili, że się poddał. Wyciągnął noże do rzucania. Szukał okazji do wyeliminowania kolejnych przeciwników, ale ci starali się go otoczyć. Nie mógł na to pozwolić. Musiał zaryzykować dlatego ruszył biegiem wprost na jednego z przeciwników. Gdy był już na odpowiedniej odległości posłał w jego stronę kilka noży do rzucania. To wystarczyło aby w ich szeregach pojawiła się wyrwa. Teraz należało pędzić ile sił przed siebie. Wrogowie oddali kolejną salwę. Znowu oberwał. Na szczęście pocisk nie utknął w ciele. Jeszcze żył. Widać nie byli to zawodowi strzelcy. Raczej chłopcy, którym ktoś dał nowe zabawki. To świadczyło tylko o jednym, to byli najemnicy.

W końcu wdrapał się na dach. Teraz już był pewien, że im ucieknie. Żaden z nich nie byłby w stanie wytrzymać jego tempa, nawet gdy był ranny. Musiał zniknąć im szybko z oczu inaczej ryzykował wykrwawienie się. Musiał opatrzyć swoje rany. Choćby powierzchownie. Nie docenił jednak przeciwników. Wygląda na to, że lepiej było zostać na ziemi. Tam przynajmniej pudłowali. Tu pozbyli się już broni palnej i zamierzali tylko dorwać swój cel. Z każdą chwilą był coraz bliżej terenu wyznawców Ranalda, na którym byłby już bezpieczny. Przeciwnicy zbliżali się jednak do niego. W końcu dopadli go. Dostał cios pod żebro, drugi zwalił go z nóg. Nie miał sił już się bronić. Związali go i znieśli z budynku. Wybrali jednak nie właściwe miejsce. Gdyby zeszli z drugiej strony udałoby im się. Tu jednak był już przyjazny teren. Przyjazny uciekinierowi.

Otoczyli ich ludzie. Wszyscy uzbrojeni w noże, pałki, miecze. Napastnicy stali się teraz ofiarami. Z ulgą zobaczył jak podchodzi do niego osoba, której pomocy szukał. Średniego wzrostu, przeciętnej budowy, w niewyróżniającym się niczym stroju, mężczyzna. Ten uśmiechnął się do niego i rzekł:

– Starzejesz się Bruno. Dawniej nigdy by cię tak nie podeszli. Wstań, pomogę Ci. Zabierzemy tych miłych Panów w gościnę i dowiemy się o co tak naprawdę tu chodzi.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

52 − = 46