SZCZUROŁAP

Tego dnia jak zwykle przemierzał kanały ze swoim wiernym psem. Bargo miał wyjątkowo wyczulony węch i bez problemu, nawet w tak wilgotnym otoczeniu potrafił wytropić szczura, a wówczas był wyjątkowo podniecony. Zapowiadał się więc niezwykle opłacalny dzień. Tym razem zawędrowali dalej niż zwykle. Nie znał tych terenów tak dobrze, jak swojego zwykłego rewiru. Okolica wydawała się być jakby bardziej niebezpieczna. Niby niczym nie różniła się od pozostałych, ale coś sprawiało, że włos mu się jeżył na całym ciele. Bargo też zaczął posuwać się znacznie ostrożniej do przodu. Nie był w stanie określić ani co sprawiło, że szedł naprzód mimo narastającego wrażenia zagrożenia, ani ile dokładnie trwała ta wędrówka. W pewnym momencie dotarł do rozwidlenia kanałów. Tuż za nim było wejście do większego pomieszczenia. Już z daleka słyszał ruch, nie był tu sam.

Najciszej jak potrafił podszedł do wejścia do komnaty. Po prostu musiał sprawdzić co tam jest. Nie potrafił zrozumieć na co właściwie patrzy. Trójka ludzi zamknięta była w klatkach, jak zwierzęta. Pod jedną ze ścian stała tajemnicza aparatura, której przeznaczenia nijak nie potrafił określić. Niedaleko klatek, na ścianie przeciwległej do aparatury znajdowały się przybite do ścian rzędy kajdan, gdzie na pewno torturowani byli ludzie. Świadczyły o tym plamy krwi wszędzie wokół. W komnacie nie było prześladowcy ludzi, ale żadne z nich na pewno nie mogło go zaalarmować. Ich oprawca cały czas musiał być blisko. Należało zachować szczególną ostrożność. Nie potrafił jednak zostawić tych ludzi na pastwę losu. Musiał przynajmniej spróbować.

Odczekał kilka chwil obserwując otoczenie. Gdy nie wypatrzył nikogo nowego postanowił zaryzykować i wejść do środka. Ktoś kto uwięził tych ludzi był bardzo pewny siebie gdyż klucze do więziennych cel znajdowały się obok tajemniczej aparatury, która z bliska wydawała się jeszcze bardziej pozbawiona sensu. Nie było czasu zastanawiać się jednak nad jej przeznaczeniem. Chwycił klucze i zaczął po kolei otwierać cele – byli w nich dwaj mężczyźni i jedna kobieta. Ktokolwiek ich porwał jeszcze nie zabrał się do pracy. Byli w niezłej kondycji, choć niezwykle przerażeni, bredzący coś o potworach. Kończył otwierać ostatnią celę gdy Bargo zaczął przeraźliwie piszczeć i nerwowo rozglądać się w poszukiwaniu kryjówki. Jeszcze nigdy nie widział go tak przerażonego. Natychmiast wyjął broń. Odwrócił się w stronę wyjścia i omal nie wypuścił jej z ręki. W wejściu do komnaty stał największy szczur jakiego kiedykolwiek widział i miał wrażenie, że ten szczur zaczął się z niego śmiać.

Szczur miał ponad półtora metra wysokości. Ubrany był w skórzany fartuch z mnóstwem kieszonek, z których wystawały dziwne przedmioty. Na jednym oku miał założone szkło powiększające, w prawej ręce trzymał zaś dziwnego kształtu metalowy pręt. Nie było nad czym się zastanawiać trzeba było zaatakować.

Okazało się, że szczur jest całkiem zwinny. Zręcznie uniknął pierwszego ciosu i pozwolił na wyprowadzenie kolejnego. Ewidentnie szczur był pewien swojej wygranej. Unikał kolejnych ludzkich ciosów, mimo że do walki włączyło się również dwóch uwięzionych wcześniej mężczyzn. Gdy w końcu zaczął wyprowadzać ciosy szybko położył swoich więźniów na łopatki. Został już tylko szczurołap.

Był już zmęczony. Walka trwała już dobrą chwilę, a szczur wydawał się być w świetnej formie. Już niemal żegnał się z życiem, gdy nagle zobaczył wystający z ciała olbrzymiego szczura miecz. Za szczurem stał człowiek, którego wcześniej nie widział. Starszy od niego mężczyzna ubrany był w zwykły strój. Niczym się nie wyróżniał – gdyby kiedykolwiek miał go opisać określiłby go mianem średni. Mężczyzna wyciągnął miecz z ciała szczura i wytarł go o futro potwora. Spojrzał na ludzi i pokazał skrzyżowane palce wskazujące i środkowe lewej dłoni. Dwaj uwięzieni mężczyźni odwzajemnili identyczny gest.

W ten sposób spotkał na swojej drodze kapłana Ranalda, teraz już arcykapłana. Jeśli ktokolwiek mógłby mu pomóc w wydostaniu się z miasta to właśnie on.

Musiał zmienić taktykę. Jego celem było teraz dostanie się do miejscowej tawerny znajdującej się niedaleko doków. Od dawna była ona własnością kultu Ranalda, a arcykapłan sprawował nad nią stałą pieczę. Właściwie od razu powinien skierować tam swoje kroki, ale zbyt szanował tych ludzi i nie chciał ich narażać. Został jednak postawiony w sytuacji bez wyjścia i nie było nad czym się zastanawiać. Przygotował się najlepiej jak tylko potrafił i wyszedł z kryjówki.

Ledwie odszedł kilka kroków gdy usłyszał za sobą dźwięk odciągania kurka.

– Stój – usłyszał za plecami. Jeden twój ruch i zakończę Twoje nędzne życie. Odwróć się.

Usłuchał polecenia. Powoli odwrócił się w stronę napastnika. Przed sobą zobaczył młodego człowieka z pistoletem w ręce. Obok niego leżała również naładowana kusza. Nie znał tego typa. Nie był stąd.

– Gdzie jest Eliza – zapytał

– Tam gdzie jej miejsce – odpowiedział uśmiechając się pod nosem. Kątem oka rozglądał się po okolicy. Naliczył kilku napastników – młodzików. W dodatku nie tutejszych.

– Żyjesz tylko dlatego, że za żywego płacą więcej. Nie rób głupstw.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

4 + 6 =