SZCZUROŁAP

Uciekał.

Ledwo uszedł z życiem. Wielu z jego podwładnych nie miało tyle szczęścia. On sam przeżył wyłącznie dzięki poświęceniu Bargo, jego najwierniejszego towarzysza.

To było lata temu. W tamtym czasie był zwykłym szczurołapem, żyjącym z drobnych, które płaciło mu miasto za tępienie szkodników. Wracał do domu, a właściwie do wynajętego pokoju, w miejscowej ruderze dumnie nazywającej się gospodą. Tylko na tyle było go stać. Ten dzień był wyjątkowo ubogi w znaleziska, toteż wracał do domu z pustą kiesą. Los sprawił, że przechodził obok tutejszego sierocińca. Na podwórzu bawiły się dzieci, choć bawiły się to w tym wypadku nie najlepsze określenie. Bachory znęcały się nad niewielkim psem, właściwie szczeniaczkiem, a opiekunka tylko się temu przyglądała. Coś w nim pękło na ten widok. Wtargnął między dzieci i siłą im go odebrał. Nie zrobił im krzywdy, ale nawet gromadka maluchów ma niewielkie szanse ze sprawnym mężczyzną. Ledwie udało mu się uratować czworonoga, ale odtąd byli oni nierozłączni.

Niedaleko od siebie usłyszał odgłosy pogoni. Czym prędzej musiał się ukryć i wydostać z miasta. Zupełnie nie wiedział czemu to się stało. Jego złodziejski gang działał w mieście już kilka lat, a straż miejska regularnie otrzymywała łapówki, aby trzymali się od nich z daleka. Dziś, zupełnie bez uprzedzenia, wpadli do ich bazy i zaczęli strzelać do niego i jego ludzi. To nie byli pierwsi lepsi strażnicy. Wśród atakujących rozpoznał jednego z Inkwizytorów, kapłanów Sigmara. To nie wróżyło nic dobrego. Musiał się dowiedzieć o co tu chodzi. I co do cholery robiła tam ta grupa awanturników. To przez nich zginął Bargo. Przyjdzie pora, że policzy się z każdym z nich z osobna, a zabójcę zostawi na deser. Nie była to jednak pora na marzenia o zemście. Na szczęście miał plan. Pierwsze kroki skierował na stary targ. Kiedyś to miejsce tętniło życiem, ale dziś stragany były rozwalone, większość sklepów w stanie ruiny. Niemal do żadnego nie dało się wejść. Niemal.

To Bargo znalazł to wejście. To były czasy, gdy uczył się złodziejskiego fachu. Po nieudanej próbie kradzieży ścigała go straż miejska. W okolicy starego targu w pewnym momencie pies zniknął. Zaniepokoiło go to. Do tej pory Bargo nigdy go nie zostawił. Rozejrzał się dookoła i w końcu dostrzegł ukrytego pod kawałem materiału psa. Już miał go przywołać i biec dalej, jednak poza pupila wyraźnie wskazywała na fakt, że nie zamierza się on ruszać z miejsca. Po latach wspólnych wędrówek nauczył się ufać swojemu czworonożnemu towarzyszowi. Zawsze miał nosa do kryjówek i jeszcze nigdy nie wyszło im to na złe. Po krótkiej chwili postanowił więc schować się tam gdzie on. Przyczaił się nakryty płachtą starego płótna. I wtedy ziemia się pod nim zapadła. Gdy się ocknął zorientował się, że leży w starym sklepie, dokładniej w jego piwnicy. Spadł kilka metrów w dół. Był posiniaczony, ale na szczęście cały i bezpieczny. Prawdopodobnie kiedyś był tu warsztat krawiecki. Zdał sobie sprawę, że nikt nie wie o tym miejscu. Na półkach nadal leżał towar – zakurzony i nieco zatęchły, ale po doprowadzeniu do porządku nadal użyteczny. Zabezpieczył więc to miejsce i odtąd tylko on wiedział o jego istnieniu. On i jego wierny pies. Część towaru sprzedał aby zapewnić im dobrobyt, reszta jednak została i stała się źródłem jego kolekcji przebrań. To otwierało wiele możliwości.

Przemierzał kolejne ulice. Poruszał się wolno i bezszelestnie, jak na księcia złodziei przystało. Bez problemu odnalazł wejście i wszedł do środka. W pośpiechu zaczął szykować przebranie. Musiał dostać się do bogatszej części miasta, a to wymagało przejścia przez most – lub pod mostem. No i suchych ubrań na później. Wszystko miał przygotowane, ale tak zaaferował się przygotowaniami, że nie zauważył ruchu w piwnicy. Dawniej Bargo wyczułby intruza na kilometr. Zrozumiał, jak bardzo na nim polegał. Teraz zawiódł go własny instynkt. Zrozumiał to w chwili, gdy ostrze sztyletu dotknęło jego gardła. Poczuł delikatną, drobną dłoń go trzymająca. To nie mogła być prawda.

– Kiepsko z Twoją czujnością braciszku – usłyszał.

To była jego siostra Eliza.

Eliza, jego młodsza siostra. Gdy byli dziećmi była w niego wpatrzona jak w obrazek. Kiedy zaczął zarabiać większe pieniądze wspomógł rodzinę finansowo. Spełniał niemal wszystkie zachcianki swojej młodszej siostry, łącznie z dołączeniem jej do gangu, choć wielu odradzało mu ten krok. Okazało się, że mieli racje. Eliza miała o wiele większe ambicje. Próbowała odebrać mu przywództwo. Musiał usunąć ją ze swojego otoczenia. Każdą inną osobę po prostu by zabił. Jej nie potrafił. To był błąd. Drugi raz go nie powtórzy. – Ćssi… nic nie mówi, pewne osoby chciałyby cię bliżej poznać. Chcą Cię żywego, więc nie rób głupstw.

Nikt nie znał jego kryjówek tak dobrze jak on sam. Kiedy siostra kazała mu ruszyć do wyjścia zrobił kilka kroków po czym udał, że stracił równowagę. Tak naprawdę jednak musiał dostać się do ukrytego mechanizmu. Po jego zwolnieniu w stronę siostry poleciały trzy noże do rzucania. Nie zdołała uniknąć wszystkich. Tym razem nie wahał się ani chwili. Jednym sprawnym ruchem dobił ją nim na dobre zorientowała się, co się stało. Teraz już był pewien, że sprawa jest naprawdę poważna oraz, że jego kryjówki przestały być bezpieczne. Tylko jeden człowiek może mu pomóc wydostać się z miasta. Musiał się z nim spotkać jak najszybciej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

37 − 27 =